Moja droga

Klub działa nieprzerwanie od 2011 roku. Wcześniej jako Szkoła Karate Shotokan SAMURAJ Kielce, a od 2019 jako Klub Karate Shotokan AGATSU Kielce. Historia Karate Shotokan w Kielcach jest nierozerwalnie związana z założycielem i instruktorem klubu Dariuszem Ścisło

Era TSUNAMI 1997 - 2000

Treningi sztuk walki  rozpocząłem w Kielcach w 1997r. w od Aikido. Szybko jednak okazało się, że pokojowa wizja Aikido do mnie nie przemawia wskutek czego zawędrowałem do Kieleckiego Klubu Karate TSUNAMI.

Mówi się, że pierwszy nauczyciel karate jest najważniejszy i coś w tym rzeczywiście jest, bo to od niego dużej mierze zależy czy młody uczeń zostanie w temacie czy też nie. Potem wyjechałem na studnia. Sensei kazała mi „szukać Shotokanu” no to szukałem 🙂

Można stwierdzić, że gdyby nie było kiedyś Karate Tsunami w Kielcach to nie było teraz Shotokanu. Sensei M. Kosiba podczas spotkania po latach podsumowała to jednym zdaniem: „Chociaż jeden …”

Niestety nie mam żadnego zdjęcia z tamtego okresu, dlatego zamieszczam zdjęcie moich ówczesnych niedoścignionych wzorów. W środku sensei Małgorzata Kosiba. Zdjęcie jest ogólnodostępne w internecie więc mam nadzieję, że się nie obrazi.

Era TORUŃSKA 2000 - 2007

Kiedy wyjeżdżałem na studia do Torunia, sensei dała mi jedną radę, jeśli chodzi o sztuki walki – „szukaj Shotokanu”. No to szukałem. Akurat tak się złożyło, że miesiąc po rozpoczęciu studiów w Toruniu odbywał się tzw. Festiwal Sztuk Walki, gdzie prezentowały się różne klubyz Torunia. Pokazy mieli tam wtedy m.in. sensei Ryszard Piskorski z Toruńskiego Klubu Shotokan oraz sensei Anna Kulczyńska, która występowała z Katarzyną Krzywańską (nazwiska trzeciej osoby z pokazu nie pamiętam). Sensei Anna otwierała wtedy swój klub w Toruniu. Obydwie prezentacje zrobiły na mnie wrażenie.

No cóż, miał być Shotokan, będzie Shotokan. Poszedłem na trening sekcji zaawansowanej do sensei Ryszarda Piskorskiego. Na treningu okazało się, że po moim karate Tsunami jestem tak „drewniany” jak kawał kloca w tartaku. W dodatku było kiepsko z kata. W Kielcach po kilku latach dotarłem dopiero do Heian Sandan, a tu nagle wpuścili mnie w Jion, Unsu i tym podobne. Więc wypadało by, żebym zaczął jednak od sekcji początkującej. Ale nie bardzo uśmiechał mi się wtedy trening z dziećmi (przyznaję, brak mi czasem było w tej mojej drodze pokory). Zdecydowałem więc, że pójdę na karate Tradycyjne do sensei Kulczyńskiej, miała wtedy grupę początkującą, ale mieszaną również z dorosłymi więc miałem ludzi w swoim wieku. Poza tym, ładniejsze dziewczyny … A tak na poważnie, do dzisiaj gdy tłumaczę jak wykonać mae geri czy yoko geri keage, to robię to słowami sensei Kulczyńskiej.

No i tam spędziłem kilka lat. W między czasie zahaczyłem jeszcze o treningi u sensei Mejera. Miał więcej treningów w tygodniu i więcej dużych chłopaków do bicia, a ja byłem wtedy żądny krwi ;-). Ale jak już wyzbyłem się trochę swojej klockowatości w ruchach i poduczyłem kata, postanowiłem, że spróbuję jeszcze raz u sensei Piskorskiego na Shotokan. Nie ukrywam też, że byłem ciekaw czy faktycznie moja obrona jest skuteczna, przeciw komuś kto działa na trochę innych zasadach. W Karate Tradycyjnym jest jednak zasada sundome (o ile dobrze to nazywam). I o ile teoria jest super, to jednak widziałem, że koledzy z treningów biją wyraźnie gdzieś w powietrze, a nie we mnie. W klubie shotokan każdy miał napięstniki i chciał cię wyraźnie trafić. No i dostawałem bęcki …

Spędziłem tam kilka lat. Potem studia się skończyły, zaczęła się praca, coraz mniej czasu na treningi, pytania co dalej robić w życiu, itd. Dodam, że nigdy tych zmian trenerów nie traktowałem personalnie, uważam, że miałem wyjątkowe szczęście bo każdy z nich był super nauczycielem.

Któregoś razu, gdy moje stopy błagały już o litość (podłoga w liceum nr 5 w Toruniu). Postanowiłem na jakiś czas odwiedzić sensei Mejera (ach, witaj słodkie tatami). Pod koniec treningu sensei powiedział mi, że jak ich teraz opuszczę, to więcej mogę już nie wracać. No cóż, więcej się nie pojawiłem. Wtedy go nie rozumiałem, uważałem takie podejście za przejaw pychy czy arogancji. Dziś go rozumiem. Ja też przeżywam zawód, gdy uczniowie, którym poświęca się czas i wysiłek, daje cząstkę siebie, odchodzą (z różnych powodów). Nigdy jednak tak nie mówię, bo sam tak robiłem i rozumiem to.

Póki co, do mnie zawsze można wrócić.

Era SAMURAJA 2011 - 2018

Po powrocie z Torunia do Kielc (2008r.) pojawił się pewien problem jeśli chodzi o karate. Mianowicie – nie było gdzie ćwiczyć, ani z kim. Tzn. sekcji sztuk walki jest w Kielcach bardzo wiele. Jest to przecież bastion Kyokushin. Ale nie chciało mi się, po raz kolejny rozpoczynać czegoś nowego. Poza tym, w tych kwestiach jestem dość bezkompromisowy i po prostu chciałem ćwiczyć w sposób, który mi odpowiada. Trochę próbowałem ćwiczyć samemu, ale na dłuższą metę wszyscy wiemy jak to wygląda. Sprawdziłem w internecie gdzie najbliżej Kielc jest sekcja Shotokan – internet powiedział – Kraków. Napisałem do nich z pytaniem czy może nie chcieli by otworzyć jakiejś sekcji w Kielcach, albo coś … . Kompletnie nie wiedziałem wtedy jak to działa. Okazało się, że ten w Krakowie to taki sam rodzynek jak ja tu w Kielcach. Nie jakiś wielki klub tylko chłopak, który właściwie jest w takim samym położeniu jak ja. Może nie do końca takim samym, ponieważ miał już jakoś funkcjonujący klub i nawet trochę ćwiczących. Okazało się, że jest to uczeń „jakiegoś” Dąbrowskiego z Kołobrzegu (obecnie 8 Dan). Ok, nie wnikałem w to za bardzo.

Minęło trochę czasu, wspólnych treningów, staży i obozów prowadzonych przez sensei Dąbrowskiego. Karate na nich prezentowane i nauczane bardzo mi się spodobało. Zostałem zaakceptowany, mogę nawet powiedzieć, że się polubiliśmy. W końcu od słowa do słowa wyszło, że może by tak założyć kolejną sekcję w Kielcach. Prowadzić miałem ja, a sensei Dąbrowski będzie przyjeżdżał na staże i egzaminy. Zgodziłem się, w końcu czemu nie, od dawna miałem na to ochotę. Czułem, że mam też już trochę wiedzy, którą mógłbym się z innymi podzielić.

Niestety lata mijały, a moja sekcja ciągle nie chciała nabrać rozpędu. Poza tym okazało się, że bardzo trudno mi spełnić wymagania co do współpracy postawione w pewnym momencie przez mojego sensei. Chodzi zarówno o rozliczenia finansowe, jak i obecność na obozach i stażach. Proszę mnie w tym miejscu nie zrozumieć źle. Uważam oczywiście, że każdemu należy się odpowiednie wynagrodzenie za jego pracę czy wiedzę, oraz że należy ustawicznie brać udział w różnego rodzaju obozach i stażach. Jednak jak ktoś pracuje na etat i ma rodzinę to pewnych spraw nie da się przeskoczyć.

W 2014 roku przeszedłem pozytywnie egzamin na stopień 2 Dan przed Shihanem Dąbrowskim oraz Shihanem Giuseppe Beghetto.

Era AGATSU 2019 - ...

Nazwa klubu:

Masakatsu Agatsu

Prawdziwe zwycięstwo to zwycięstwo nad samym sobą

 

Agatsu znaczy zwycięstwo, ale w szerszym sensie niż tylko w zawodach. Pojęcie to częścią ulubionego powiedzenia Morihei Ueshib’y twórcy Aikido – „Masakatsu Agatsu” – Prawdziwe zwycięstwo to zwycięstwo nad samym sobą.

 

COKOLWIEK CZYNISZ, CZYŃ ROZTROPNIE I PATRZ KOŃCA

„Dzień dobry – wszyscy umrzemy.” Kiedyś widziałem taki napis na murze. Bardzo głębokie motto. Każdy z nas ma do napisania jakąś swoją historię, w tym krótkim czasie który został nam dany. Myślę, że dobrze jest pod koniec życia mieć taką świadomość, że coś jednak chciało się w tym życiu zdziałać, czy to dla siebie czy innych. Że próbowało się walczyć, a nie płynąć z prądem (chociaż to w pewnym stopniu jest nieuniknione). Sądzę też, że nie pozostaje mi nic innego jak tylko przeć do przodu, ponieważ porzucenie tej drogi, oznacza zmarnowanie tych wszystkich lat i wysiłków poświęconych na karate.

Poza tym, może znajdzie się chociaż jeden …